
Jak wynika z publikowanych w mediach motoryzacyjnych relacji, opisany poniżej przypadek nie jest odosobniony i zdarza się dość często. Osoby, które nie chcą ponieść dodatkowych kosztów za uszkodzenie zwracanego do wypożyczalni samochodu, poszukują różnych forteli, by ukryć obtarcia, rysy czy wgniecenia. Dotyczy to także miejsc, w których można wynająć luksusowe i bardzo drogie auta.
Jeden z przypadków dotyczy dość drogiego SUV-a japońskiej marki, którego klient zwrócił z mocno ubrudzonym nadkolem. Nie wiedział, że pracownicy wypożyczalni bardzo szybko wyłapują takie intrygi i od razu „wiedzą co się święci”. Dodatkowe podejrzenia wzbudził pośpiech zwracającego, który był gotowy dopłacić do myjni. Wystarczyło 5 sekund i ścierka w ręku pracownika, by zdemaskować powód zabrudzenia tego miejsca. Pod warstwą przyschniętego błota znajdowało się… 10-centrymentrowe, dość ostre wgniecenie, prawdopodobnie po zderzeniu z ogrodzeniem lub stalową barierką. Wypożyczalnia wdrożyła standardową procedurę. Mężczyzna, zanim opuścił biuro, niemal spalił się ze wstydu i przyznał do uszkodzenia pojazdu o wartości ponad 300 tys. złotych.




